Plener Pauliny i Piotra o wschodzie słońca.

Plener ślubny o wschodzie słońca

Fotografowanie o wschodzie słońca zwłaszcza latem to masochizm i mówię to naprawdę serio. O 4 rano nie chciałoby mi się wstać na rower, a co dopiero na zdjęcia. Kiedy zaczynasz wchodzić w najlepsze fazy snu po 3 godzinach od położenia się do łóżka, to w tym momencie trzeba się budzić. Bez sensu… Kiedy podjeżdżam po Młodych i widzę te ich spojrzenia, wyrazy twarzy, to w jednej chwili oprócz masochisty staję się sadystą…, bo to ja to zaproponowałem… A to wszystko przez pogodę, bo właśnie w tym jednym jedynym możliwym do zrobienia pleneru dniu od popołudnia do wieczora miało lać, grzmieć i faktycznie tak było. W południe 30 kilka stopni, światło pionowo w dół… robienie zdjęć wtedy też bez sensu.

No to wymyśliłem to rano, wczesne rano, a do tego w miejscu, w którym nigdy wcześniej nie fotografowałem… Miejsce takie fajne, ale będący już przed nami wędkarze skutecznie ograniczali zwłaszcza szersze kadry. No i też lekkiej porannej mgiełki nie było… Rozczarowanie w pełni w akompaniamencie ziewania całej naszej trójki. No dobra, tyle narzekań starczy, a czy było coś pozytywnego? No pewnie !!! Paulina i Piotr, to zdecydowanie „No 1” tego poranka, bo zdjęcia same im się robią, wystarczy tylko wycelować. Świetnie wyglądali, świetnie współpracowali, no i w ogóle same ochy i achy mogę mówić na ich temat. A do tego ta perfekcyjna i piękna suknia uszyta przez mamę Pauliny w swoim atelier !!! Kiedy słońce zaczęło już świecić dość mocno skończyliśmy plener, mając tak naprawdę cały wolny dzień przed sobą. Tak wolny, że po 40 minutowej drzemce miałem mnóstwo czasu na siedzenie przy komputerze przy zdjęciach. Ale tak czy siak, to efekt jest najważniejszy, a zdjęcia z tego pleneru Pauliny i Piotra po prostu uwielbiam, zresztą jak ich samych.

suknia ślubna: Atelier Aneta Parandyk Kielce, www, fb






Sorry, the comment form is closed at this time.