Listopadowy ślub Eweliny i Szymona.

Czy ślub w listopadzie to zły pomysł? Słyszy się głosy, że tak,  że na pewno będzie zimno, będzie padało, wcześnie robi się ciemno i jest w ogóle tak nieprzyjemnie i ponuro. Ale czy to czasem nie stereotypowe gadanie? Ja z październikowymi czy nawet listopadowymi ślubami mam zupełnie inne doświadczenia, ponieważ często jest piękna pogoda, bardzo przyjemna atmosfera i warunki, w których fotografuje się. Ale tak naprawdę to przede wszystkim Para Młoda, ich rodzina, goście, różne osoby wokół, miejsca budują ten pozytywny klimat i sprawiają, że ten dzień może być naprawdę wspaniały i to niezależnie od terminu ślubu i pogody.

Fantastycznie udowodnili to Ewelina i Szymon, którzy właśnie w listopadzie postanowili połączyć swój związek węzłem małżeńskim. Na dzień dobry pogoda pewnie zaskoczyła pesymistów, ponieważ było bardzo słonecznie i przyjemnie. To, że wcześnie robi się ciemno? W tym przypadku to była wielka zaleta, ponieważ przed ceremonią ślubem było jeszcze widno, słońce chyliło się ku zachodowi, a w jego ciepłym świetle udało się zrobić jeszcze kilka zdjęć z rodziną oraz samych Państwa Młodych. Natomiast kiedy Ewelina i Szymon wychodzili po ślubie z kościoła, na schodach rodzina i znajomi trzymając w dłoniach zimne ognie, stworzyli przepiękną i klimatyczną scenerię. Ale wróćmy do początku.

A początek, przynajmniej mojego fotografowania reportażu z dnia ślubu Eweliny i Szymona, miał miejsce w Rok Styl Studio w Kielcach. Lubię tam fotografować, bo po pierwsze wizażystki Monika i Iza wykonują kawał świetnej i efektownej roboty, a po drugie bardzo przyjemnie robi się tam zdjęcia, jest fajne światło, a zdjęcia można zróżnicować kadrowo. I najważniejsze, była tam Ewelina. O jak ona pięknie wyglądała, a do tego uśmiech na twarzy, pogoda ducha, optymistyczne i bardzo pozytywne nastawienie… dla mnie to wymarzone połączenie. Co prawda podczas wykonywanego makijażu nie mogła się za bardzo śmiać, ale miała przy sobie siostrę i świadkową, które śmiechem i dobrym humorem podtrzymywały radosny nastrój. I o to chodzi, tak właśnie lubię. Kiedy Monika z Izą zakończyły swoją pracę, to głupio powiedzieć, ale nie mogłem oderwać oczu od Eweliny, tak pięknie wyglądała !!!

Na kilka chwil musiałem opuścić Ewelinę i pojechałem do Szymona, żeby udokumentować fotograficznie jego przygotowania się do ślubu. O jak fajnie pracuje się, kiedy od samego wejścia wszyscy są uśmiechnięci, mili i pozytywnie nastawieni, a nie ma nerwowości, pośpiechu, stresu. Tak właśnie było u Szymona. Spokojnie, na luzie, z dużą ilością dobrego humoru, żartów. Do tego światło i kolory wnętrza bardzo, a to bardzo mi sprzyjały i ułatwiały fotografowanie. Do tego perfekcyjne przygotowanie się Szymona, organizacja, porządek, dbałość o szczegóły i elegancja, to wszystko widać było już na pierwszy rzut oka i powiem szczerze, że może stanowić wzór do naśladowania. A przy tym razem ze świadkiem wyluzowani, otwarci i bardzo weseli. Praca z takimi ludźmi to czysta przyjemność. Kiedy Szymon był już gotowy, mama i dziadkowie udzielili mu błogosławieństwa, po którym w dość szybkim tempie musiałem przemieścić się do Eweliny, żeby fotografować jej dalsze przygotowania do ślubu.

A tutaj? Boże, jakie ja mam szczęście do fajnych Par, świetnych ludzi, osób i zdarzeń, które naprawdę z wielką przyjemnością fotografuje się. Mój wkład w zdjęcia to jakieś 20%, reszta to właśnie ludzie, otoczenie, światło, sceneria, detale. I w głównej mierze to te 80% decydują o tym jak wyglądają zdjęcia i co na nich się dzieje. Można powiedzieć, że jak mi „zagrają”, tak ja „zatańczę”. A Ewelina wraz ze wszystkimi osobami wokół „zagrały” wprost wybornie.  Czas co prawda naglił, ale udało się znaleźć go trochę i na spokojny toast szampanem, na ubieranie się i szykowanie do ślubu. Szkoda, że dziewczyny nie mogą teraz zabrać głosu, żeby opisać jak było, jaka była fantastyczna atmosfera i ile było śmiechu. Mam nadzieję, że choć trochę z tego widać na zdjęciach 😉 No ale atmosfera, rzecz niezwykle ważna, jednak przegrywa ze zdjęciami głównej bohaterki dnia, Eweliny. Co tu dużo mówić, Ewelina jest taka, że co by nie zrobiła, z której strony nie robiłoby się jej zdjęć, jakie by światło nie padało, to zawsze wyglądała pięknie, naturalnie i elegancko. Do tego ubrana w świetnie podkreślającą jej urodę i figurę suknię ślubną Celia Diament wywoływała szczery zachwyt wszystkich…, a co najważniejsze, największy wywołała u Szymona, kiedy pierwszy raz zobaczył ją w sukni ślubnej.  Po błogosławieństwie mieliśmy jeszcze kilka chwil do wyjazdu do kościoła, więc wykorzystaliśmy je na zdjęcia Pary Młodej z rodzicami, rodzeństwem, rodziną, świadkami. Warto, naprawdę warto wygospodarować te kilka minut na takie ustawiane zdjęcia. Mają one swoją szczególną wartość przede wszystkim dla Młodych jak i ich najbliższych i warto to uwzględnić w planie dnia.

Słońce chyliło się już ku zachodowi kiedy Ewelina z Szymonem podjechali pod klasztor na Karczówce w Kielcach, gdzie miała mieć miejsce ceremonia ślubu. Ostatnie promienie słońca przebijały się pomiędzy drzewami, kiedy po wyjściu z samochodu Para Młoda musiała chwilę oczekiwać na wejście do kościoła. To nie mógł być zmarnowany czas, więc zaproponowałem im kilka szybkich zdjęć, po których od razu udali się do wnętrza kościoła. Klasztor na Karczówce jest specyficznym kościołem, w którym wcale nie łatwo robi się zdjęcia, ze względu na słabe światło i różne źródła tego światła zmieniające dość długo swoją temperaturę barwową. Ale kościół ten ma klimat, ma coś w sobie, co sprawia, że ceremonie ślubne są tam wyjątkowe, zwłaszcza wtedy, kiedy prowadzi je o. Jan. Z jednej strony można powiedzieć, że jest trochę kłopotliwy dla fotografów, kamerzystów, ale gdy pozna się jego zasady, dostosuje się do nich, to da się zrobić dobre zdjęcia (choć w pewnym ograniczeniu), ale można też poczuć jego słowa, kazania, zaangażowanie i przeżywanie tych wielkich chwil. Tak też było podczas ślubu Eweliny i Szymona. Oni… zakochani, zapatrzeni w siebie, zasłuchani, ale i szczęśliwi. Mieli czas, żeby uśmiechnąć się do siebie, spojrzeć na siebie, pokazać, że czekali na ten dzień, na ten moment. Ależ to szczęście móc być świadkiem takich wydarzeń, móc być blisko, widzieć wszystko i móc zatrzymywać w kadrze wszystko co godne zatrzymania, godne pamiętania i godne wspominania. Kiedy Ewelina i Szymon wychodzili po ceremonii ślubu z kościoła, na zewnątrz było już ciemno. W klasztorze jest też zakaz używania konfetti, sypania ryżem, więc jak sprawić, żeby to wyjście było piękne, efektowne i klimatyczne. Da się, i to jak. Przed wyjściem Pary Młodej części gości , którzy stali wzdłuż drogi jej wyjścia, zostały rozdane, a następnie zapalone zimne ognie. Efekt jest piękny, kapitalny, co można będzie zobaczyć na kilku zdjęciach.

Po ślubie zarówno Para Młoda, wszyscy zaproszeni goście udali się do Hotelu Dyminy w Kielcach, gdzie odbyła się impreza weselna. Bardzo lubię tam fotografować. Jest przestrzeń i nie ma problemów z kolorystyką. Po wejściu na salę ucieszyłem się, kiedy za konsoletą zobaczyłem DJ Janusza, z którym bardzo lubię współpracować i który jest gwarantem dobrej zabawy. Tak, też było tym razem. Po życzeniach od gości, obiedzie, przyszedł czas na pierwszy taniec. Ewelina z Szymonem wykonali go perfekcyjnie, co było wstępem do świetnej zabawy na parkiecie i przy stołach. Oj, działo się. Młodzi oraz zaproszeni goście bawili się fantastycznie. Było mnóstwo spontaniczności, radości, mnóstwo uśmiechu i szaleństwa. A to wszystko tylko mnie napędzało. Tacy ludzie, taka atmosfera sprawiają, że nie czuć zmęczenia, że chce się więcej,  chce się lepiej. W międzyczasie, w trakcie przerw czy nawet podczas setów muzycznych Para Młoda z gośćmi robiła sobie zdjęcia grupowe przy napisie LOVE, wykonanym własnoręcznie przez Szymona. I to wcale nie musiały być sztywne ustawianki, bo w wielu z nich dominowały spontaniczne zachowania gości. Osobiście gorąco polecam tego typu zdjęcia, bo są one świetną pamiątką dla wszystkich. Tak, robię takie zdjęcia, zachęcam do nich i wcale się tego nie wstydzę. Wesele trwało, czas leciał błyskawicznie i nawet przez chwilę nie było nudy ani monotonii. Kocham taki żywioł i taką zabawę. W międzyczasie piękny i smaczny tort z cukierni Kalinka, oczepiny i… koniec. Dla mnie koniec pracy, fotografowania, czas pożegnania się z Eweliną i Szymonem i czas na powrót do domu… z rekordem w ilości zrobionych zdjęć 😉 A tymczasem wesele, niesamowite wesele trwało w najlepsze do białego rana.

 

Ceremonia ślubu: Kościół p.w. św. Karola Boromeusza na Karczówce w Kielcach

Wesele: Hotel Dyminy, Kielce

Oprawa muzyczna: DJ Janusz Wsół

Oświetlenie: DJ Janusz Wsół

Makijaż: Rok Styl Studio, Kielce

Bukiet – kwiaciarnia Euforia, Kielce

Tort – cukiernia Kalinka, Zgórsko k/Kielc

Suknia – Celia model Diament, Kielce 🙂

Garnitur: Lavard

 

Sorry, the comment form is closed at this time.